środa, 2 stycznia 2013

Kto powiedział, że smoki nie istnieją?

Ostatnimi czasy wzrosła popularność trzymania w domach gadów jako zwierząt towarzyszących. Dzieje się tak za sprawą wzrostu informacji na ich temat, obecnie panującej mody, jak i zwiększonej dostępności tego typu zwierząt.
Niestety nasza świadomość w tym temacie wciąż jest zbyt mała. Jak więc przygotować się do posiadania takiego przyjaciela?
Decydując się na kupno jaszczurki powinniśmy się dobrze przygotować. O to kilka wskazówek:



CITES – co to takiego?

Jest to umowa międzynarodowa oparta na Konwencji Waszyngtońskiej mająca na celu kontrolowanie wywozu gatunków egzotycznych do innych krajów niż rodzime. Planując posiadanie gada powinniśmy sprawdzić, czy dany zwierzak jest w naszym kraju legalnie. Dobry sklep zoologiczny, czy też uczciwy hodowca powinien dysponować dokumentem potwierdzającym zarejestrowanie danego osobnika w systemie, jednocześnie potwierdzającym jego legalność.
Niektóre gatunki żółwi czy jaszczurek takiego dokumentu nie potrzebują.

Terrarium
Jako, że większość atrakcyjnych dla nas gatunków pochodzi z innych stref klimatycznych, potrzebują one do życia specjalnych warunków. Musimy sprawdzić wcześniej, jak powinno być urządzone terrarium:
-jakie powinno mieć wymiary: powinniśmy być świadomi maksymalnych rozmiarów jakie może osiągnąć zwierzę; częstym błędem przy zakupie legwana zielonego czy kameleona jest brak wiedzy na temat tego jak duże urosną.
-jakie powinniśmy zastosować podłoże: w zależności od gatunku może to być piasek, różne rodzaje torfu lub papierowa wyściółka jak w przypadku agam brodatych, które mają tendencję do połykania kawałków drewna, co może nawet doprowadzić do śmierci zwierzęcia, trzeba również sprawdzić jakie rosliny możemy umieścić w terrarium, bo choć żywe wyglądają bardzo efektownie mogą okazać się trujące.
-jak dużą musi mieć temperaturę i wilgotność powietrza by mógł przeżyć: najczęstszym błędem jest zbyt niska temperatura, co prowadzi do przeziębień oraz innych chorób, musimy być świadomi tego, że tam skąd pochodzą nasi podopieczni jest o wiele cieplej! Wymagana też jest różna wilgotność powietrza co może oznaczać spryskiwanie terrarium nawet kilkarazy dziennie, lub zamontowanie specjalnej fontanny.
-jakie oświetlenie zastosować: gady są zmiennocieplne, dlatego np. do procesu trawienia, by mógł on przebiegać poprawnie potrzebują wyższej temperatury, jak i czasu, kolejnym ważnym problemem jest częste przy braku naturalnego oświetlenia rozmiękanie kości z powodu zbyt małej przyswajalności wit. D, dlatego mogą wymagać specjalnych świetlówek UV.
-jaki pokarm odpowiedni jest dla konkretnego gaunku: W przypadku gadów jest to najczęściej pokarm żywy w postaci owadów (świerszcze, mączniki, dżdżownice) lub też pokarm roślinny. Zanim sprowadzimy do domu zwierzę musimy dokładnie dowiedzieć się, co będzie jadł i czy jesteśmy w stanie to zdobyć. Dobrze jest się rozejrzeć w sklepach, gdyż nie wszystkie zoologi mają w swej ofercie owady, czy też (co jest istotne w przypadku węży) oseski mysie, czy szczurze.

Koszty utrzymania
Musimy zastanowić się czy stać nas na utrzymanie gada. Najlepiej jest zajrzeć na forum terrarystyczne, podpytać w sklepach zoologicznych oraz, jeśli ich posiadamy, u znajomych hodowców. Zakupienie odpowiedniego sprzętu tanie nie jest. Należy się również upewnić, czy mamy w pobliżu weterynarza, który zna się na leczeniu i chorobach specyficznych dla zwierząt egzotycznych. I tu warto podpytać o ceny, gdyż ze względu na unikatowe umiejętności, ceny są wysokie.

Jaszczurka dla dziecka?
Jeśli planujemy zakup gada, jako zwierzątko dla naszej pociechy, od razu powinniśmy zarzucić ten pomysł. Utrzymanie gada jest trudne ze względu na dużą ilość zmiennych, takich jak wilgotność, temperatura itp. Byłoby trudne do opanowania przez dziecko i niebezpieczne dla zwierzęcia. Ponad to większość gadów nie daje się oswoić, a jedynie toleruje obecność opiekuna, co może być przykre dla malucha nie rozumiejącego, czemu jaszczurki nie da się wziąć na ręce. Istnieje też ryzyko dotkliwego podrapania lub pogryzienia. Jeśli koniecznie chcemy sprawić dziecku prezent, lepiej wybrać zwierzątko łatwiejsze w utrzymaniu i zaczekać aż osiągnie właściwy wiek i umiejętności konieczne do hodowania gada.

Zakup gada
Jeśli już odpowiedzieliśmy sobie na wszystkie pytania i zdobyliśmy potrzebne iformacje, kolejnym krokiem jest znalezienie odpowiedniego osobnika. Hodowców jest niewielu, lecz jeśli już udało nam się znaleźć takowego powinniśmy sprawdzić opinię i warunki, w jakich trzymane są zwierzęta. Decydując się na kupno w sklepie zoologicznym należy sprawdzić, w jakim stanie jest sam zwierzak. Należy być świadomym, że nie każdy sklep zna się na warunkach trzymania zwierząt egzotycznych i na właściwej dla nich diecie. Wypadałoby podpytać czym karmione są zwierzęta. Najlepiej poprosić też o złapanie osobnika (co może być trudne, gdyż oswojenie gada wymaga czasu, a tego w sklepie zwykle brakuje) i zbadanie czy ma mocny kościec, nie ma na nim pasożytów, czy nigdzie nie są widoczne rany, zniekształcenia żeber i kończyn mogące świadczyć o niedoborze wapnia, czy nigdzie nie są widoczne pozostałości wylinki mogące świadczyć o innych zdrowotnych problemach. Tymi samymi zasadami powinniśmy się kierować kupując gada na giełdzie. Niestety wiele jest hodowli nastawionych na zysk i mających dobrostan zwierząt za nic.



Tym samym, jeśli uda nam się kupić wymarzonego smoka i bezpiecznie sprowadzić go do domu, czeka nas wspaniała przygoda. Obserwacja gadzich zachowań, hodowanie świerszczy na pokarm, i wiele innych wspaniałych aspektów posiadania w domu potomka dinozaurów. ;)

niedziela, 23 grudnia 2012

Najlepsze Życzenia

Zdrowych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia życzymy naszym czytelnikom i ich podopiecznym.
Niech szczęście zawsze w Waszych domach gości, niech nigdy nie brak Wam radości, miękkich futer, i miłości tych, dla których jesteśmy opiekunami, przewodnikami i mądrymi przywódcami.
Pamiętajcie by nigdy ich nie zawieść!

piątek, 21 grudnia 2012

Jak wybrać ściółkę?

W przypadku zwierząt domowych, zwłaszcza tych trzymanych w klatkach ważną kwestią jest dobranie odpowiedniej podściółki, zarówno pod względem higienicznym, jak i zdrowotnym. Ale jak to zrobić? Czym się kierować w wyborze podłoża? To kwestia dość indywidualna. Wiele zależy od gatunku trzymanego przez nas zwierzęcia, od rodzaju klatki, jak i od nas samych, dlatego często jest to wynik prób i błędów. Mam nadzieję, że ten artykuł znacznie ułatwi podjęcie decyzji, bez niemiłych niespodzianek.

Trociny
Na rynku jest bardzo duży wybór trotków i w pierwszej chwili może on przyprawić o zawrót głowy. Grubo cięte, drobno mielone, z różnych rodzajów drewna, zapachowe lub też nie. Są też, zdaje się najbardziej popularne głównie, dlatego, że są dostępne od wielu lat i najmniej kosztują. Są jednak niezbyt chłonne, i mogą stwarzać trochę problemów. Przede wszystkim trociny mają tendencję do pylenia się.

W klatkach z słabą cyrkulacją powietrza, czy akwariach mogą wywoływać u zwierząt (a także u ludzi) alergię, kłopoty z drogami oddechowymi lub powodować np. infekcje oczu czy uszu. Z tego powodu radziłabym unikać tych drobno mielonych. W sklepach można dostać też wersję odpyloną, są one grubsze i mniej się kurzą. Tutaj jednak radziłabym sprawdzić producenta. Jeśli jest to dobra firma, podłoże jak najbardziej nadaje się do przewiewnych klatek, trzeba jednak uważać by nie były to jakieś odpady z tartaków, które często są zanieczyszczone, zawierają niebezpieczne dla futrzaków drzazgi i ostre elementy, a nawet mogą być zakażone jajami świerzbu, którego wyleczenie jest ciężkim zadaniem. Nie polecałabym ich również dla szczurów, których mocz ma dość intensywny zapach, co w przypadku trocin wiąże się z ich częstą wymianą, nawet co dwa dni. W przypadku większych gryzoni również mogą się okazać za mało chłonne.

Ściółka kukurydziana

W przeciwieństwie do trocin jest lepszym rozwiązaniem dla alergików. Nie pyli, nie jest szkodliwa w przypadku zjedzenia i nie grozi zarażeniem insektami. Co do chłonności i maskowania zapachów przypomina jednak trociny. Trudniej ją też dostać w małych sklepach zoologicznych.

Drewniany granulat
Strukturą przypomina drewniany żwirek dla kota. Są to dość spore, wałeczkowate granulki, które świetnie sprawdzają się przy większych gryzoniach takich jak królik, czy świnka morska. Są zdecydowanie bardziej chłonne i o wiele lepiej maskują zapachy (dostępne są też w sklepach wersje zapachowe).

Po nasiąknięciu moczem zmieniają swoją strukturę, tworząc charakterystyczne grudki, które łatwo usuwać bez konieczności wymiany całej ściółki. Dzięki temu łatwiej zachować higienę w klatce, i uwolnić mieszkanie od zapachu zwierzątka. Ze względu na swoją grubość zalecałabym jednak przykrycie jej warstwą siana, żeby zapobiec urazom, czy odciskaniu wrażliwych łapek. Są wolne od pylenia, oraz bardziej wydajne. Są też łatwo dostępne.

Siano
Siano jest doskonałym dodatkiem paszowym dla świnek i królików, jak i świetnym materiałem do budowy gniazd dla chomików i myszkoskoczków.

Nie polecałabym jednak stosowania go, jako jedynego materiału wyściełającego dno klatki. Nie absorbuje wilgoci, zanieczyszczone nie jest dłużej atrakcyjne dla zwierzątek, a ponad to mniejsze gryzonie mogą być uczulone na niektóre zawarte w nim rośliny. Co więcej w cieplejsze dni ma tendencję do gnicia, co nie jest ani zdrowe, ani wygodne, gdyż wypełnia dom nieprzyjemnym zapachem.

Bawełna
Niedawno w dobrze zaopatrzonych sklepach pojawiła się specjalnie preparowana bawełna, w charakterze ekologicznej wyściółki. Jest hipoalergiczna, bardzo chłonna i estetycznie wygląda. Eliminuje też kwestię rozsypywania ściółki wokół klatki. Jest jednak dość droga, mało wydajna i nie pochłania zapachów. Źle spreparowana może stanowić zagrożenie, jeśli zwierzątko się w nią zaplącze. Może stanowić materiał do wypełnienia gniazda, ale nie sądzę by sprawdziła się w innym zadaniu.

Torf
W dobrych sklepach można zdobyć ekologiczny torf. Przypomina on strukturą i konsystencją ziemię do kwiatków, choć ma trochę inną zawartość mikroelementów. Różni się też od torfu stosowanego w przypadku gadów. Nie nadaje się zbytnio na wysypanie całego podłoża (brudzi na brązowo sierść zwierzątka, a mocno zawilgotniały, zwyczajnie tworzy błoto), ale idealnie sprawdzi się wysypany np. pod trocinami w miejscach, w których wiemy, że nasz pupil najczęściej się załatwia. Maskuje nieprzyjemne zapachy i pomaga utrzymać higienę w klatce nawet przy większych gryzoniach.



;) Ciekawostka – w odpowiedzi na koci neutralizator zapachów w postaci proszku do kuwet, pojawił się chemiczny odpowiednik dla gryzoni. Pachnie naprawdę apetycznie i jest bezpieczny dla futrzaków, które większość dnia spędzają w kontakcie z substancją. Wysypuje się nim dno klatki, a na wierzch dodaje się ściółkę. Jego zadaniem jest maskowanie nieprzyjemnych zapachów i dezynfekcja (zawarte w nim substancje nie dopuszczają do rozwoju bakterii i drobnoustrojów żerujących na nieczystościach także odpowiedzialnych za nieprzyjemny zapach oraz odkażają dno klatki). Są jednak dość drogie, nie wiele sklepów prowadzi ich sprzedaż, a jedno opakowanie zwykle starcza na dwa, czy w przypadku większej klatki, jedno użycie.

wtorek, 11 grudnia 2012

Lassie, wróć!

Nie ma nic piękniejszego niż uśmiech na psim pysku, podczas radosnych biegów po pierwszym śniegu, aż żal trzymać go na smyczy!
Co jednak począć, gdy szaleńcza pogoń, lub wyjątkowo kuszący zapach przyćmią zmysły i zapędzą naszego pupila hen daleko, w nieznane? Jak zabezpieczyć czworonoga, by móc spać spokojnie? Oto kilka propozycji:

Iskierka rozjaśniająca ciemność.
Zimowe wieczory przychodzą szybko, a wraz z nimi egipskie wręcz ciemności. Spacer po parkowych alejkach przestaje być straszny gdy dostrzegamy przed sobą radośnie migające światełko. ;) Jest to jeden z niedawno przywiezionych do Polski gadżetów dla zwierząt. Malutka dioda na karabińczyku przypominająca breloczek. Jest nie duża, wygodna dla futrzaka, a doczepiona do obroży sprawi, że nawet podczas nocnej eskapady nie stracimy ulubieńca z oczu. Bogactwo kolorów i możliwość ustawienia różnych wariantów migania nie tylko zabawnie wyglądają, ale i zapewniają bezpieczeństwo podczas spaceru.
Oprócz diod do wyboru mamy także świecące obroże, te jednak są dość drogie, a i dobranie rozmiaru nie należy do najłatwiejszych.

Odblask ratujący życie.

Kolejną ciekawostką są odblaskowe obroże i smycze, lub też specjalne nakładki na nie. Sprawdzają się świetnie w okolicach podmiejskich, gdzie znajdują się często nieoświetlone pobocza. Także w razie ucieczki zwiększają szanse, że nadjeżdżający kierowca zauważy przebiegające zwierzę odpowiednio wcześnie.

Nazywam się Azor.
Niektóre sklepy zoologiczne mają w swej ofercie Tagi z możliwością grawerowania na miejscu. Przytroczona do obroży plakieta nie tylko nada naszemu czworonogowi szyku – do wyboru jest cała masa zabawnych kształtów oraz kolorów plakietek, które można dobrać do obroży, czy w zależności od gustu – ale i ułatwią jego odnalezienie. Na plakietce można wygrawerować adres, czy choćby numer telefonu, który ułatwi identyfikację zwierzęcia i zwrócenie go właścicielowi.

Dla minimalistów polecamy adresówki – niewielkie kapsułki w formie breloczka, do którego po odkręceniu zakrętki można wsadzić karteczkę z danymi właściciela. Dodatkowo, by nie dopuścić do samoistnego otworzenia się kapsułki można, przed jej zamknięciem, posmarować zakrętkę odrobiną lakieru do paznokci.

Elektronika po naszej stronie.
W ostatnich latach w Polsce pojawił się program ułatwiający identyfikację zwierząt za pomocą chipów. Obecnie wszystkie hodowle mają obowiązek chipować swoje mioty, tak by ich dane oraz dane właścicieli były widoczne w ewidencji zwierząt rasowych. Chip jest też koniecznością przy wyrabianiu paszportu, podczas wyjazdów za granicę. Możliwe jest też samodzielne chipowanie czworonogów w wybranych klinikach weterynaryjnych. Choć metoda ta wciąż wywołuje pewne kontrowersje eliminuje ryzyko, że kot, czy pies zgubi obrożę z identyfikatorem.
Możliwość odczytania danych z takiego chipu pojawia się w coraz większej ilości praktyk weterynaryjnych, wciąż jednak zbyt mało osób wie o tej metodzie. W wielu przypadkach opiekunowie przygarniający znajdki nawet nie przypuszczają, że zwierzę może nosić pod skórą swoją tożsamość, ważne więc, by uświadamiać ludzi i informować o gabinetach, w których specjalnym czytnikiem można sprawdzić, czy takiego chipa nie ma.

Nie życzymy nikomu by kiedykolwiek musiał przeżywać zaginięcie swojego podopiecznego, podopiecznego jeśli już zdarzy się mu zgubić, liczymy, że szybko odnajdzie drogę do domu.



środa, 5 grudnia 2012

Aktualizacja strony


Zima za pasem, świat z barw jesiennych przybrał maskę szarości i (miejmy nadzieję) już niedługo bieli. Żeby dotrzymać kroku naturze zmieniliśmy wygląd - by jak zawsze wczuć się w panującą za oknami atmosferę. ;)

piątek, 23 listopada 2012

Kliker - z czym to się je?

Kliker – z czym to się je?
Szkolenie klikerowe polega na wzmocnieniu pozytywnym, opartym na warunkowaniu instrumentalnym. A prościej?
Jest to forma szkolenia mająca na celu wzmocnienie pożądanych reakcji poprzez nagradzanie.
Eliminuje ona element kary, bazując na pozytywnym skojarzeniu kliknięcia z dobrze wykonaną pracą i nagrodą. Pozwala na szybką, efektywną i przede wszystkim trwałą naukę, pogłębia więź z właścicielem, a ponad to może być świetną zabawą.

Jak to działa?
Podstawowym narzędziem potrzebnym do szkolenia jest kliker. Dzięki niemu zwierzę jest nagradzane dokładnie w momencie wykonywanej czynności co zmniejsza ryzyko pomyłki do minimum, jednocześnie wykluczając złe skojarzenie nagrody z niepożądanym zachowaniem.
Dokładniej? Kiedy zwierzę wykonuje twoje polecenie, np. siad, ale jest zbyt podekscytowany i zaraz po wykonaniu komendy wstaje, a ty wtedy go nagrodzisz, może zrozumieć, że to wstanie jest nagrodzone, lub też stan umysłu jakim jest skrajne podniecenie. Kliker odpowiednio użyty, jednoznacznie powie psu w którym momencie pies zrobił to o co go prosisz, to znaczy właśnie w tej chwili kiedy jego zad siedział na podłożu.
Dlaczego kliker a nie zwykła komenda jaką jest ,,Dobry pies’’? Kliker jest o wiele precyzyjniejszy niż słowa. Zdanie, którego wypowiedzenie trwa dość długo, nie jest w stanie trafić w daną sekundę, tak jak zrobi to krótkie ,,klik’’.
Kolejnym elementem kluczowym dla tej metody szkolenia jest nagroda. Może nią być cokolwiek. Od smakołyku, za którym nasz pupil szaleje, poprzez jego ulubioną zabawkę, do zwykłego pogłaskania. Tu pojawia się kolejny benefit z korzystania z klikera – daje nam on czas na sięgnięcie po nagrodę, podczas gdy pies dokładnie wie jakie zachowanie (to, które trwało gdy usłyszał kliknięcie) jest nagradzane. Na początku dobrze jest wybrać ulubiony przysmak naszego pupila. Pokrojony powinien być w bardzo małe kawałeczki, żeby zwierzę się nie objadło dzięki czemu wolniej będzie tracić zainteresowanie naszymi staraniami. Dobrze jest też zadbać by pierwsze ćwiczenia odbywały się w spokojnym, znajomym dla niego miejscu by żadne nowe bodźce nie rozpraszały jego uwagi. Ważną wskazówką jest również szkolenie ,,na czczo’’ – jak łatwo się nam domyśleć najedzony pupil nie będzie skory do szaleństw, ponadto może też nie być zainteresowany przysmakami w takim stopniu jak gdyby był pomiędzy posiłkami.
Z czasem, kiedy zwierzę zrozumie działanie klikera przestanie być konieczne nagradzanie go po każdym jednym, poprawnie wykonanym ćwiczeniu, ale będzie mogło zaczekać do wykonania np. całej sekwencji sztuczek.
Kolejnymi narzędziami w dalszym treningu są targety, które pomagają skupić uwagę zwierzaka, czy też są pomocą dla nas by nauczyć go coraz bardziej skomplikowanych zachowań (nieocenione są np. przy treninach typu agility, gdzie konieczne jest pokazanie zwierzęciu trasy przez skomplikowany tor przeszkód).

Kliker – dla kogo?
Piękno metody kilkerowej polega na tym, że działa ona niemal na wszystkie zwierzęta. Można nią wytresować kurczaka, ale i też delfina uczestniczącego w pokazach. Stąd też popularność tej metody – jest wygodna, kliker ma parę cm, i z łatwością mieści się w dłoni, dlatego też może być używany w trkacie spacerów, jazdy na rowerze czy wprost z siodła.
Niesamowite rezultaty przy umiejętnym użytkowaniu można osiągnąć w tresurze szczura, konia czy nawet kota! Wszystko zależy od naszej wyobraźni i od odrobiny refleksu.

Jest to bardzo skrócony i poglądowy opis metody traningowej klikerem. Choć podstawowych zasad możnaby nauczyć się w kilka minut, lepiej wcześniej zapoznać się z wskazówkami

i podstawowymi błędami jakie zwykle zdarzają się nowicjuszom, żeby uniknąć złych przyzywczajeń i efektywniej wpłynąć na zwierzę. Po więcej informacji zapraszam do kontaktu ze mną lub do dalszej lektury! ;)

wtorek, 30 października 2012

Magiczny dotyk

W poprzednim artykule mówiliśmy o terapeutycznych zdolnościach zwierząt. By nie pozostać im dłużnymi za tę wspaniałą pracę powinniśmy chyba wspomnieć co my, ludzie możemy zrobić dla nich, by pomóc im obniżyć stres, uporać się z lękiem czy wspomóc ich rekonwalescencję.

W tej dziedzinie nie trudno znaleźć wiele metod pomocy, jakimi są szkolenia, trening czy też odpowiednie metody wychowawcze, wszystko to brzmi jednak oschle i rygorystycznie w porównaniu z masażem.
Specjalistką w tej dziedzinie jest Linda Tellington-Jones, miłośniczka zwierząt i zarazem twórca zdobywającego coraz większe uznanie na całym świecie TTouchu (The Tellington Touch), czyli masażu terapeutycznego nie tylko dla zwierząt!
Cała przygoda zaczęła się podczas pracy Lindy przy treningu koni sportowych. W trakcie badań nad ogólną sprawnością jej podopiecznych, ich tempa rozwoju, czynników wpływających na ich kondycję, jak i na proces leczenia po doznaniu kontuzji dokonano interesującego odkrycia. Pobudzanie komórek w konkretny sposób znacząco zwiększało treningowe efekty, a nawet przyspieszało rehabilitację. Tak Linda zaczęła badać wpływ różnych dotyków i bodźców na kondycję i samopoczucie jej podopiecznych.
Tak właśnie powstał TTouch, czyli metoda masażu oparta na kolistych ruchach wykonywanych palcami, lub całą dłonią by wydobyć z komórek ich siłę życiową, poprawić reakcję na bodźce, rozluźnić czy zwiększyć zdolność do regeneracji.
Z czasem metoda ta, oparta na kilku podstawowych ruchach, i różnym stopniu nacisku (każde zwierzę, a również i człowiek ma inny próg czucia, do którego powinien być dobrany stopień wywieranego nacisku) zaczęła się rozwijać obejmując już nie tylko konie, ale i psy, koty czy inne większe zwierzęta. Okazało się, że nawet kilkunasto minutowe sesje są w stanie zdecydowanie zmniejszyć lęk pacjentów, znacząco rozluźnić i poprawić koncentrację.
U psów bojących się burzy, czy nadpobudliwych, u kotów nie lubiących dotyku, u zwierząt nerwowych i przejawiających agresję, zaobserwowano magiczną wręcz przemianę. Co więcej, metoda ta ma również zastosowanie przy oswajaniu pupili z podstawowymi zabiegami higienicznymi jak obcinanie pazurów, czyszczenie uszu, czy choćby mycie zębów.
Równie dobre skutki odniosła w przypadku psich pokazów, czy konkursów agility.
Co więcej metoda ta, jest równie dobrze odbierana u ludzi! Odpowiedni opanowany TTouch sprawi przyjemność każdemu, a już na pewno przyniesie ukojenie spiętemu ciągłym życiem w stresie ciału.

Jak wykonać TTouch?
Wyobraź sobie tarczę zegara. Na lekko ugiętych palcach przyłóż dłoń do masowanego ciała, kciuka użyj jako podpory. Opuszkami palców wykonuj ruch po obwodzie tarczy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jedno okrążenie powinno wynosić pełną godzinę i kwadrans, a nacisk, jaki wywierasz powinien być dostosowany do progu czuciowego masowanego.
Skala nacisku zaczyna się od nacisku o sile jeden – który najprościej można opisać jako dotyk jaki wykonasz na zamkniętej powiece. Trzy będzie przy największym nacisku, jaki możesz wywołać na powiece bez uczucia bólu, czy dyskomfortu. Następny, o sile sześć jest trzy razy mocniejszy, ten możesz przećwiczyć na swoim przedramieniu, dziewięć będzie znów trzy razy mocniejszy.
Można go używać na każdej części ciała, pamiętając, że każdy okrąg jest sam w sobie kompletny. Można zmieniać naciski w zależności od miejsca, w którym pracujemy. Można używać różnych dotyków, tekstur (np. dłonią w wełnianej rękawicy lub pędzlem z naturalnego włosia) oraz metod ściśle przylegających do siebie okręgów, lub też rozproszonych w względnym nieładzie.
Taki masaż nie tylko wspaniale rozluźni zwierzę, sprawi mu ogromną przyjemność, ale i też niesamowicie pogłębi więź z właścicielem. A jeśli chodzi o próby na ludziach… Cóż, jestem zdania, że domorosły masażysta od tego powinien zacząć. Zwierzęta na pewno docenią odrobinę doświadczenia i wyczucia.


Poniżej zamieszczam link do kanału Youtube Lindy i jednego z jej filmów, który pozwoli Wam bardziej zrozumieć istotę TTouch'u!
https://www.youtube.com/watch?v=lkb_K0xvmZI