W poprzednim artykule mówiliśmy o terapeutycznych zdolnościach zwierząt. By nie pozostać im dłużnymi za tę wspaniałą pracę powinniśmy chyba wspomnieć co my, ludzie możemy zrobić dla nich, by pomóc im obniżyć stres, uporać się z lękiem czy wspomóc ich rekonwalescencję.
W tej dziedzinie nie trudno znaleźć wiele metod pomocy, jakimi są szkolenia, trening czy też odpowiednie metody wychowawcze, wszystko to brzmi jednak oschle i rygorystycznie w porównaniu z masażem.
Specjalistką w tej dziedzinie jest Linda Tellington-Jones, miłośniczka zwierząt i zarazem twórca zdobywającego coraz większe uznanie na całym świecie TTouchu (The Tellington Touch), czyli masażu terapeutycznego nie tylko dla zwierząt!
Cała przygoda zaczęła się podczas pracy Lindy przy treningu koni sportowych. W trakcie badań nad ogólną sprawnością jej podopiecznych, ich tempa rozwoju, czynników wpływających na ich kondycję, jak i na proces leczenia po doznaniu kontuzji dokonano interesującego odkrycia. Pobudzanie komórek w konkretny sposób znacząco zwiększało treningowe efekty, a nawet przyspieszało rehabilitację. Tak Linda zaczęła badać wpływ różnych dotyków i bodźców na kondycję i samopoczucie jej podopiecznych.
Tak właśnie powstał TTouch, czyli metoda masażu oparta na kolistych ruchach wykonywanych palcami, lub całą dłonią by wydobyć z komórek ich siłę życiową, poprawić reakcję na bodźce, rozluźnić czy zwiększyć zdolność do regeneracji.
Z czasem metoda ta, oparta na kilku podstawowych ruchach, i różnym stopniu nacisku (każde zwierzę, a również i człowiek ma inny próg czucia, do którego powinien być dobrany stopień wywieranego nacisku) zaczęła się rozwijać obejmując już nie tylko konie, ale i psy, koty czy inne większe zwierzęta. Okazało się, że nawet kilkunasto minutowe sesje są w stanie zdecydowanie zmniejszyć lęk pacjentów, znacząco rozluźnić i poprawić koncentrację.
U psów bojących się burzy, czy nadpobudliwych, u kotów nie lubiących dotyku, u zwierząt nerwowych i przejawiających agresję, zaobserwowano magiczną wręcz przemianę. Co więcej, metoda ta ma również zastosowanie przy oswajaniu pupili z podstawowymi zabiegami higienicznymi jak obcinanie pazurów, czyszczenie uszu, czy choćby mycie zębów.
Równie dobre skutki odniosła w przypadku psich pokazów, czy konkursów agility.
Co więcej metoda ta, jest równie dobrze odbierana u ludzi! Odpowiedni opanowany TTouch sprawi przyjemność każdemu, a już na pewno przyniesie ukojenie spiętemu ciągłym życiem w stresie ciału.
Jak wykonać TTouch?
Wyobraź sobie tarczę zegara. Na lekko ugiętych palcach przyłóż dłoń do masowanego ciała, kciuka użyj jako podpory. Opuszkami palców wykonuj ruch po obwodzie tarczy, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Jedno okrążenie powinno wynosić pełną godzinę i kwadrans, a nacisk, jaki wywierasz powinien być dostosowany do progu czuciowego masowanego.
Skala nacisku zaczyna się od nacisku o sile jeden – który najprościej można opisać jako dotyk jaki wykonasz na zamkniętej powiece. Trzy będzie przy największym nacisku, jaki możesz wywołać na powiece bez uczucia bólu, czy dyskomfortu. Następny, o sile sześć jest trzy razy mocniejszy, ten możesz przećwiczyć na swoim przedramieniu, dziewięć będzie znów trzy razy mocniejszy.
Można go używać na każdej części ciała, pamiętając, że każdy okrąg jest sam w sobie kompletny. Można zmieniać naciski w zależności od miejsca, w którym pracujemy. Można używać różnych dotyków, tekstur (np. dłonią w wełnianej rękawicy lub pędzlem z naturalnego włosia) oraz metod ściśle przylegających do siebie okręgów, lub też rozproszonych w względnym nieładzie.
Taki masaż nie tylko wspaniale rozluźni zwierzę, sprawi mu ogromną przyjemność, ale i też niesamowicie pogłębi więź z właścicielem. A jeśli chodzi o próby na ludziach… Cóż, jestem zdania, że domorosły masażysta od tego powinien zacząć. Zwierzęta na pewno docenią odrobinę doświadczenia i wyczucia.
Poniżej zamieszczam link do kanału Youtube Lindy i jednego z jej filmów, który pozwoli Wam bardziej zrozumieć istotę TTouch'u!
https://www.youtube.com/watch?v=lkb_K0xvmZI
wtorek, 30 października 2012
czwartek, 18 października 2012
Zwierzęta, które leczą.
Nie od dziś wiemy, że obecność zwierząt może mieć zbawienny wpływ na nasze samopoczucie. Jednak za tym kryje się coś więcej. Niezwykłe, magiczne wręcz właściwości, które mogą leczyć!
Hipoterapia – terapia przy pomocy koni.
Zastosowanie koni jest przeogromne. W przypadku dzieci mających problem z chodzeniem trójpłaszczyznowy ruch konia stymuluje miednicę pacjenta do wykonywania ruchów takich, jak przy wykonywaniu kroków. U dzieci z przykurczami lewo, lub prawostronnymi, przy jeździe po obwodzie koła siła odśrodkowa jest w stanie rozciągnąć mięśnie. Podobnie jest w przypadku podwyższonego lub obniżonego napięcia mięśniowego – tutaj koń działa jak złoty środek, obniżając lub zwiększając napięcie mięśni. Podobnie wygląda to w przypadku dzieci z autyzmem, lub nadwrażliwością. Ciepło i dotyk końskiego futra potrafią rozluźnić lub nawet skłonić autystę do nawiązania kontaktu z otoczeniem, a w przypadku dzieci nadwrażliwych dać przyjemny bodziec. Ponad to świetnie rozwija zmysł równowagi, a ćwiczenia na końskim grzbiecie są nie tylko świetną zabawą, ale i doskonale wpływają na rozwój fizyczny pacjenta.
Dogoterapia – ostatnio coraz popularniejsza metoda pracy pacjentów z psami. Tutaj również pole do popisu jest olbrzymie. Psy uczą pacjentów delikatności, obniżają stres i napięcie, skłaniają do spontanicznej aktywności ruchowej. Mogą pomagać w nauce poprzez naśladownictwo, lub też wspomagać np. naukę czytania! Zajęcia z psimi terapeutami są również świetną podstawą do nauki higieny, wypełniania obowiązków oraz opieki nad zwierzęciem czy nawet okazywania emocji i uczuć.
Delfinoterapia - nowatorska forma rehabilitacji z udziałem delfinów, przeznaczona jest ona dla osób cierpiących na choroby neurologiczne, a także schorzenia fizyczne.
Polega ona na zabawach pacjenta z delfinem pod okiem terapeuty, często wykonując określone ćwiczenia ruchowe. Pacjent wykazuje odprężenie i całkowicie skupia się na wykonywanych czynnościach, co pozytywnie wpływa na efekty rehabilitacji. Delfin podczas integracji z chorym wyczuwa obecność zmian chorobowych w organizmie pacjenta. Wysyła w to miejsce wiązki ultradźwięków, a te wnikają do zaatakowanych przez chorobę komórek, które ulegają regeneracji, więc w ten sposób powoli, lecz systematycznie poprawia się ogólny stan pacjenta oraz eliminuje niektóre objawy chorób.
Felinoterapia – obecnie jedna z najrzadziej spotykanych form terapii.
Ze względu na wrażliwą naturę kota niezwykle ciężko jest znaleźć zwierzę nadające się do tej formy leczenia. Koty mają zbawienny wpływ podwyższone napięcie mięśniowe jak i stres. Mogą również być doskonałym bodźcem do nauki higieny własnej oraz zwierzęcia, jak i wypełniania obowiązków. Mogą też być narzędziem motywacyjnym do wykonywania ćwiczeń rehabilitacyjnych.
Zwierzęta uczestniczące w terapii też muszą być wyjątkowe. Konie nie mogą być płochliwe, muszą cierpliwie znosić czasem niedelikatne zabiegi dzieci, ale też muszą mieć odpowiednią budowę ciała, taką by ich chód był równy i miał odpowiednie tępo. To samo tyczy się psów, które powinny być odpowiednio wyszkolone, a nie wszystkie są zdolne pojąć wszystkie zasady, i nie wszystkie są zdolne wybaczać błędy nieświadomych pacjentów. Najtrudniej jest znaleźć kociego terapeutę. Taki superkot musi być równie cierpliwy, co odważny. Koty źle znoszą zmiany otoczenia, a terapia zwykle odbywa się w domu pacjenta lub w specjalnych przychodniach. Są też zwykle mniej cierpliwe i gorzej reagują na niedelikatne obchodzenie się, czy choćby głośniejsze dźwięki. Mimo to, kiedy już znajdzie się taki koci lekarz jego pomoc jest doprawdy nieoceniona.
To tylko bardzo ogólne informacje dotyczące terapii z udziałem zwierząt. Metodyka oraz działanie czworonogów na poszczególne dolegliwości jest tematem rzeką i trudno by było opisać je w jednym miejscu jednak, jeśli jesteście zainteresowani tym jak to dokładniej wygląda proszę o informację. Chętnie odpowiem na pytania lub stworzę obszerniejsze artykuły o poszczególnych terapiach. ;)
Hipoterapia – terapia przy pomocy koni.
Zastosowanie koni jest przeogromne. W przypadku dzieci mających problem z chodzeniem trójpłaszczyznowy ruch konia stymuluje miednicę pacjenta do wykonywania ruchów takich, jak przy wykonywaniu kroków. U dzieci z przykurczami lewo, lub prawostronnymi, przy jeździe po obwodzie koła siła odśrodkowa jest w stanie rozciągnąć mięśnie. Podobnie jest w przypadku podwyższonego lub obniżonego napięcia mięśniowego – tutaj koń działa jak złoty środek, obniżając lub zwiększając napięcie mięśni. Podobnie wygląda to w przypadku dzieci z autyzmem, lub nadwrażliwością. Ciepło i dotyk końskiego futra potrafią rozluźnić lub nawet skłonić autystę do nawiązania kontaktu z otoczeniem, a w przypadku dzieci nadwrażliwych dać przyjemny bodziec. Ponad to świetnie rozwija zmysł równowagi, a ćwiczenia na końskim grzbiecie są nie tylko świetną zabawą, ale i doskonale wpływają na rozwój fizyczny pacjenta.
Dogoterapia – ostatnio coraz popularniejsza metoda pracy pacjentów z psami. Tutaj również pole do popisu jest olbrzymie. Psy uczą pacjentów delikatności, obniżają stres i napięcie, skłaniają do spontanicznej aktywności ruchowej. Mogą pomagać w nauce poprzez naśladownictwo, lub też wspomagać np. naukę czytania! Zajęcia z psimi terapeutami są również świetną podstawą do nauki higieny, wypełniania obowiązków oraz opieki nad zwierzęciem czy nawet okazywania emocji i uczuć.
Delfinoterapia - nowatorska forma rehabilitacji z udziałem delfinów, przeznaczona jest ona dla osób cierpiących na choroby neurologiczne, a także schorzenia fizyczne.
Polega ona na zabawach pacjenta z delfinem pod okiem terapeuty, często wykonując określone ćwiczenia ruchowe. Pacjent wykazuje odprężenie i całkowicie skupia się na wykonywanych czynnościach, co pozytywnie wpływa na efekty rehabilitacji. Delfin podczas integracji z chorym wyczuwa obecność zmian chorobowych w organizmie pacjenta. Wysyła w to miejsce wiązki ultradźwięków, a te wnikają do zaatakowanych przez chorobę komórek, które ulegają regeneracji, więc w ten sposób powoli, lecz systematycznie poprawia się ogólny stan pacjenta oraz eliminuje niektóre objawy chorób.
Felinoterapia – obecnie jedna z najrzadziej spotykanych form terapii.
Ze względu na wrażliwą naturę kota niezwykle ciężko jest znaleźć zwierzę nadające się do tej formy leczenia. Koty mają zbawienny wpływ podwyższone napięcie mięśniowe jak i stres. Mogą również być doskonałym bodźcem do nauki higieny własnej oraz zwierzęcia, jak i wypełniania obowiązków. Mogą też być narzędziem motywacyjnym do wykonywania ćwiczeń rehabilitacyjnych.
Zwierzęta uczestniczące w terapii też muszą być wyjątkowe. Konie nie mogą być płochliwe, muszą cierpliwie znosić czasem niedelikatne zabiegi dzieci, ale też muszą mieć odpowiednią budowę ciała, taką by ich chód był równy i miał odpowiednie tępo. To samo tyczy się psów, które powinny być odpowiednio wyszkolone, a nie wszystkie są zdolne pojąć wszystkie zasady, i nie wszystkie są zdolne wybaczać błędy nieświadomych pacjentów. Najtrudniej jest znaleźć kociego terapeutę. Taki superkot musi być równie cierpliwy, co odważny. Koty źle znoszą zmiany otoczenia, a terapia zwykle odbywa się w domu pacjenta lub w specjalnych przychodniach. Są też zwykle mniej cierpliwe i gorzej reagują na niedelikatne obchodzenie się, czy choćby głośniejsze dźwięki. Mimo to, kiedy już znajdzie się taki koci lekarz jego pomoc jest doprawdy nieoceniona.
To tylko bardzo ogólne informacje dotyczące terapii z udziałem zwierząt. Metodyka oraz działanie czworonogów na poszczególne dolegliwości jest tematem rzeką i trudno by było opisać je w jednym miejscu jednak, jeśli jesteście zainteresowani tym jak to dokładniej wygląda proszę o informację. Chętnie odpowiem na pytania lub stworzę obszerniejsze artykuły o poszczególnych terapiach. ;)
Etykiety:
autyzm,
Dogoterapia,
Felinoterapia,
Hipoterapia,
leczenie za pomocą zwierząt,
obniżone napięcie mięśniowe,
podwyższone napięcie mięśniowe,
terapia,
zespół Downa
czwartek, 11 października 2012
Spacer z psem - oczywistość?
Wraz z pojawieniem się na rynku szerokiej gamy produktów dla psów, producenci by prześcignąć siebie nawzajem wymyślają coraz to ciekawsze akcesoria. Mają one ułatwiać życie, ubarwić opiekę nad pupilem, czy też służyć naszej rozrywce. Niepokoi mnie jednak ostatni napływ dziwnej mody, budzącej przekonanie, że pies wcale nie potrzebuje spaceru.
Pierwszym sygnałem było pojawienie się mat treningowych. Jest to prostokątna pielucha, którą można rozłożyć bezpośrednio na podłodze, lub też na specjalnej podstawce i skropić dostępnymi w zoologach kropelkami zapachowymi mającymi zachęcić psiaka do załatwiania się w tym właśnie miejscu. Ma to na celu uratowanie naszych dywanów, czy parkietów przed zgubnym działaniem moczu, ułatwić naukę siusiania szczeniakom, jak i odciążyć właścicieli starszych, schorowanych zwierzaków, które nie są w stanie samodzielnie wyjść na dwór.
Uznałabym to za doskonały pomysł (sama pamiętam jeszcze uczenie szczeniaka by w razie ,,wpadki’’ załatwiał swoją powinność na gazecie, co nie było zbyt poręczne), gdyby nie nadużywanie tego typu produktów z powodu czystego lenistwa.
Rosnąca moda na przyuczanie torebkowych piesków załatwiania się w kocich kuwetach pociągnęła za sobą pojawienie się na rynku gamy kuwet i żwirków specjalnie przystosowanych dla psiaków. W reklamówkach piszą, że to do nauki szczeniąt, lub na wypadek gdyby warunki pogodowe uniemożliwiały normalny spacer, jednak dobrze wiemy jak to się najpewniej skończy. Właściciel mając taką kuwetę szybko straci motywację do wychodzenia na zewnątrz (dywany i drewniane podłogi są już przecież bezpieczne), a biedny zwierzak zamknięty w czterech ścianach nawet nie będzie świadom tego, że nauczenie się załatwiania w domu przekreśla jego szanse na potrzebne psom przygody związane z spotykaniem podwórkowych znajomych, obwąchiwaniem trawników i zabawę na świeżym powietrzu.
Brak bodźców szybko odbije się na zdrowiu psychicznym psa. Tak rodzą się różnego typu nerwice, futrzak zaczyna się bać szelestu liści, potem przejeżdżającego samochodu, w końcu zaczyna uciekać na każdy głośniejszy dźwięk w mieszkaniu, gości wita z dziką paniką chowając się za kanapę. Mogą się pojawić stany obsesyjne, psiak bez przerwy szczeka, obgryza meble z nudów lub frustracji, maniakalnie wpatruje się w swoją piłeczkę, bez której nigdzie się nie rusza, choć innym nie pozwala jej dotknąć, robi się zaborczy i próbuje zdominować otoczenie. Rodzi się pytanie: Czy takie zwierzę jest szczęśliwe? Czy naprawdę dbamy o nie, jednocześnie doprowadzając je do szaleństwa?
A co ze zdrowym rozwojem fizycznym? Zwierze z ograniczoną dawką ruchu będzie tyć, będzie to miało katastrofalny wpływ na stan jego stawów, a później kości ogólnie pogarszając stan jego samopoczucia. Dom już nie będzie domem, ale więzieniem.
Wniosek jest dość prosty – musimy racjonalnie korzystać z dobrodziejstw branży zoologicznej, stawiając na pierwszym miejscu potrzeby naszych czworonożnych przyjaciół, dopiero potem swoją wygodę i upodobania.
Jeśli już decydujemy się na używanie tego typu środków, musimy zapewnić futrzakom odpowiednią ilość ruchu i stymulujących bodźców, bo przecież one też muszą się rozwijać! ;) Nie odbierajmy im tej możliwości.
Pierwszym sygnałem było pojawienie się mat treningowych. Jest to prostokątna pielucha, którą można rozłożyć bezpośrednio na podłodze, lub też na specjalnej podstawce i skropić dostępnymi w zoologach kropelkami zapachowymi mającymi zachęcić psiaka do załatwiania się w tym właśnie miejscu. Ma to na celu uratowanie naszych dywanów, czy parkietów przed zgubnym działaniem moczu, ułatwić naukę siusiania szczeniakom, jak i odciążyć właścicieli starszych, schorowanych zwierzaków, które nie są w stanie samodzielnie wyjść na dwór.
Uznałabym to za doskonały pomysł (sama pamiętam jeszcze uczenie szczeniaka by w razie ,,wpadki’’ załatwiał swoją powinność na gazecie, co nie było zbyt poręczne), gdyby nie nadużywanie tego typu produktów z powodu czystego lenistwa.
Rosnąca moda na przyuczanie torebkowych piesków załatwiania się w kocich kuwetach pociągnęła za sobą pojawienie się na rynku gamy kuwet i żwirków specjalnie przystosowanych dla psiaków. W reklamówkach piszą, że to do nauki szczeniąt, lub na wypadek gdyby warunki pogodowe uniemożliwiały normalny spacer, jednak dobrze wiemy jak to się najpewniej skończy. Właściciel mając taką kuwetę szybko straci motywację do wychodzenia na zewnątrz (dywany i drewniane podłogi są już przecież bezpieczne), a biedny zwierzak zamknięty w czterech ścianach nawet nie będzie świadom tego, że nauczenie się załatwiania w domu przekreśla jego szanse na potrzebne psom przygody związane z spotykaniem podwórkowych znajomych, obwąchiwaniem trawników i zabawę na świeżym powietrzu.
Brak bodźców szybko odbije się na zdrowiu psychicznym psa. Tak rodzą się różnego typu nerwice, futrzak zaczyna się bać szelestu liści, potem przejeżdżającego samochodu, w końcu zaczyna uciekać na każdy głośniejszy dźwięk w mieszkaniu, gości wita z dziką paniką chowając się za kanapę. Mogą się pojawić stany obsesyjne, psiak bez przerwy szczeka, obgryza meble z nudów lub frustracji, maniakalnie wpatruje się w swoją piłeczkę, bez której nigdzie się nie rusza, choć innym nie pozwala jej dotknąć, robi się zaborczy i próbuje zdominować otoczenie. Rodzi się pytanie: Czy takie zwierzę jest szczęśliwe? Czy naprawdę dbamy o nie, jednocześnie doprowadzając je do szaleństwa?
A co ze zdrowym rozwojem fizycznym? Zwierze z ograniczoną dawką ruchu będzie tyć, będzie to miało katastrofalny wpływ na stan jego stawów, a później kości ogólnie pogarszając stan jego samopoczucia. Dom już nie będzie domem, ale więzieniem.
Wniosek jest dość prosty – musimy racjonalnie korzystać z dobrodziejstw branży zoologicznej, stawiając na pierwszym miejscu potrzeby naszych czworonożnych przyjaciół, dopiero potem swoją wygodę i upodobania.
Jeśli już decydujemy się na używanie tego typu środków, musimy zapewnić futrzakom odpowiednią ilość ruchu i stymulujących bodźców, bo przecież one też muszą się rozwijać! ;) Nie odbierajmy im tej możliwości.
poniedziałek, 1 października 2012
,,Jesteś tym co jesz'' - to nie tyczy się tylko nas!
W ostatnich dniach na rynku pojawiła się nowa karma. Z małej fabryki, ekologicznie pakowana, wyrabiana niemal ręcznie. W niczym nie przypomina dostępnych w sklepach produktów, gdzie każdy krokiet ma idealne wymiary, każdy kawałeczek jest perfekcyjnie zmielony i ma fantazyjny kształt. Ulotki reklamujące karmę również wydrukowane na szarym papierze sprawiają bardzo pozytywne wrażenie w szale mody na produkty eko.
Zaciekawiona odwiedziłam stronę firmy żeby poczytać o składzie karmy i o jej pochodzeniu. Byłam zdumiona, jak malutka placówka, sprzedająca do tej pory tylko on-line, za pomocą przemyślanej strategii wydostała się do szerszej sprzedaży. Poza bogactwem składników, oraz krajowym pochodzeniem, zaskakują kilkoma innowacyjnymi pomysłami na spedycję psiej karmy, które mają sens!
Jednak to dało mi do myślenia na temat tego, czym tak naprawdę kierujemy się wybierając pożywienie dla naszych pupili.
Sama pracując w sklepie zoologicznym, na własnej skórze miałam okazję się przekonać jak robi to zadziwiająca większość właścicieli.
W erze marketingu jesteśmy zasypywani informacjami. Marki prześcigają się w nowościach chcąc pozyskać coraz większe rzesze klientów. Oferują nam piękne opakowania, praktyczne mieszanki, atrakcyjne promocje i kuszące gratisy. Jesteśmy zasypywani sloganami promującymi najlepszą karmę dla Yorków, królików czy fretek; oferuje się nam gotowe produkty dla kociąt, zwierząt sterylizowanych czy seniorów, wraz z zapewnieniem, że nasz czworonożny przyjaciel będzie jadł ze smakiem, a co za tym idzie żył długo i szczęśliwie, i to w dobrym zdrowiu. Poza gotowymi karmami mamy do wyboru tony kolorowych przysmaków we wszystkich możliwych kształtach i w najróżniejszych rozmiarach, oraz przeróżne suplementy o różnym spektrum działania – a tu na zdrowe zęby, a tu na piękną sierść, czy mocne kości. Podświadomie uczestniczymy w tym marketingowym wyścigu, ale jaki to ma wpływ na nasze zwierzęta? Jak wybieramy produkty?
Codziennie jestem świadkiem robienia zakupów przez ludzi i dla ludzi – bo jakżeby inaczej nazwać kupowanie kolorowych ciasteczek, które dla psów nie są niczym innym jak pustymi kaloriami, ale są wybierane bo mają zabawny kształt i barwę. Codziennie widzę ludzi kupujących Whiskasa czy Pedigree, przekonanych, że jest to najlepsza karma dla ich zwierząt, bo przecież ciągle słyszą o tym w telewizji. Spotykam klientów, którzy przychodzą po karmę, tę ze zdjęciem yorka na opakowaniu. Kiedy mówię im, że się skończyła i proponuję inną, równie dobrą lub nawet lepszą, nie są zainteresowani, bo na paczce nie ma tego małego, uroczego pieska, a zamiast niego jest jakiś inny ,,kundel’’.
Inna kwestia to skład karmy. Ilu z nas czyta skład procentowy na opakowaniu, a ilu kieruje się tylko obrazkiem wesołego króliczka na kartoniku, lub całą paletą kolorowych dodatków widocznych przez okienko w paczce. Ilu z nas porównuje ten skład z rzeczywistymi potrzebami naszego zwierzęcia?
Myślę, że w dobie umiejętnej manipulacji klientem poprzez obraz i chwytliwe hasła, kompletnie zapomnieliśmy o tym, że pies to zwierzę mięsożerne, więc powinniśmy szukać karmy z jak największą zawartością mięsa, a nie ryżu, czy innych roślinnych dodatków. To samo się tyczy kotów czy gryzoni. Jak wielu z nas zdaje sobie sprawę, że myszy, szczury czy chomiki potrzebują w swojej diecie białka zwierzęcego, którego nie ma wcale, lub są tylko jego śladowe ilości w zbożowych mieszankach, dostępnych w sklepach? Czy jesteśmy świadomi tego, że źle zbilansowany pokarm może dostarczać zbyt dużo składników energetycznych powodując nerwowość pupila, lub też zbyt mało witamin i składników mineralnych powodujących poważne niedobory?
To nasuwa mi myśl, że posiadanie zwierzęcia wiąże się nie tylko z wiedzą, na temat jego wyglądu, jego zwyczajów, oraz czy potrzebuje klatki, czy musi wychodzić na spacery, ale też podstawowych informacji z zakresu jego potrzeb żywieniowych.
Niestety nie każdy jest chętny żeby się dokształcić. Nie każdy chce poświęcić chwilę, na przeczytanie etykiety, lub wydać te parę złotych więcej na karmę, która ma bogatszy, lepiej zbilansowany skład. I w końcu nie każdy wie, że przy odrobinie wysiłku, możemy własnymi pomysłami, oraz świadomymi decyzjami urozmaicić dietę naszych pupili o naturalne przysmaki, nie zawierające sztucznych barwników i wytworzone z produktów lepiej przyswajalnych dla zwierząt.
Możecie być pewni, że pies nawet bardziej ucieszy się z naturalnych, suszonych pasków wołowiny niż z zielonego herbatnika, a kot zamruczy wdzięczniej za kawałek piersi indyczej niż za ,,czekoladową’’ myszkę.
Myślmy o naszych zwierzętach, chciejmy się dla nich uczyć o tym, co dla nich dobre i kochajmy je jeszcze bardziej wiedząc, że są szczęśliwe zdrowo jedząc.
Zaciekawiona odwiedziłam stronę firmy żeby poczytać o składzie karmy i o jej pochodzeniu. Byłam zdumiona, jak malutka placówka, sprzedająca do tej pory tylko on-line, za pomocą przemyślanej strategii wydostała się do szerszej sprzedaży. Poza bogactwem składników, oraz krajowym pochodzeniem, zaskakują kilkoma innowacyjnymi pomysłami na spedycję psiej karmy, które mają sens!
Jednak to dało mi do myślenia na temat tego, czym tak naprawdę kierujemy się wybierając pożywienie dla naszych pupili.
Sama pracując w sklepie zoologicznym, na własnej skórze miałam okazję się przekonać jak robi to zadziwiająca większość właścicieli.
W erze marketingu jesteśmy zasypywani informacjami. Marki prześcigają się w nowościach chcąc pozyskać coraz większe rzesze klientów. Oferują nam piękne opakowania, praktyczne mieszanki, atrakcyjne promocje i kuszące gratisy. Jesteśmy zasypywani sloganami promującymi najlepszą karmę dla Yorków, królików czy fretek; oferuje się nam gotowe produkty dla kociąt, zwierząt sterylizowanych czy seniorów, wraz z zapewnieniem, że nasz czworonożny przyjaciel będzie jadł ze smakiem, a co za tym idzie żył długo i szczęśliwie, i to w dobrym zdrowiu. Poza gotowymi karmami mamy do wyboru tony kolorowych przysmaków we wszystkich możliwych kształtach i w najróżniejszych rozmiarach, oraz przeróżne suplementy o różnym spektrum działania – a tu na zdrowe zęby, a tu na piękną sierść, czy mocne kości. Podświadomie uczestniczymy w tym marketingowym wyścigu, ale jaki to ma wpływ na nasze zwierzęta? Jak wybieramy produkty?
Codziennie jestem świadkiem robienia zakupów przez ludzi i dla ludzi – bo jakżeby inaczej nazwać kupowanie kolorowych ciasteczek, które dla psów nie są niczym innym jak pustymi kaloriami, ale są wybierane bo mają zabawny kształt i barwę. Codziennie widzę ludzi kupujących Whiskasa czy Pedigree, przekonanych, że jest to najlepsza karma dla ich zwierząt, bo przecież ciągle słyszą o tym w telewizji. Spotykam klientów, którzy przychodzą po karmę, tę ze zdjęciem yorka na opakowaniu. Kiedy mówię im, że się skończyła i proponuję inną, równie dobrą lub nawet lepszą, nie są zainteresowani, bo na paczce nie ma tego małego, uroczego pieska, a zamiast niego jest jakiś inny ,,kundel’’.
Inna kwestia to skład karmy. Ilu z nas czyta skład procentowy na opakowaniu, a ilu kieruje się tylko obrazkiem wesołego króliczka na kartoniku, lub całą paletą kolorowych dodatków widocznych przez okienko w paczce. Ilu z nas porównuje ten skład z rzeczywistymi potrzebami naszego zwierzęcia?
Myślę, że w dobie umiejętnej manipulacji klientem poprzez obraz i chwytliwe hasła, kompletnie zapomnieliśmy o tym, że pies to zwierzę mięsożerne, więc powinniśmy szukać karmy z jak największą zawartością mięsa, a nie ryżu, czy innych roślinnych dodatków. To samo się tyczy kotów czy gryzoni. Jak wielu z nas zdaje sobie sprawę, że myszy, szczury czy chomiki potrzebują w swojej diecie białka zwierzęcego, którego nie ma wcale, lub są tylko jego śladowe ilości w zbożowych mieszankach, dostępnych w sklepach? Czy jesteśmy świadomi tego, że źle zbilansowany pokarm może dostarczać zbyt dużo składników energetycznych powodując nerwowość pupila, lub też zbyt mało witamin i składników mineralnych powodujących poważne niedobory?
To nasuwa mi myśl, że posiadanie zwierzęcia wiąże się nie tylko z wiedzą, na temat jego wyglądu, jego zwyczajów, oraz czy potrzebuje klatki, czy musi wychodzić na spacery, ale też podstawowych informacji z zakresu jego potrzeb żywieniowych.
Niestety nie każdy jest chętny żeby się dokształcić. Nie każdy chce poświęcić chwilę, na przeczytanie etykiety, lub wydać te parę złotych więcej na karmę, która ma bogatszy, lepiej zbilansowany skład. I w końcu nie każdy wie, że przy odrobinie wysiłku, możemy własnymi pomysłami, oraz świadomymi decyzjami urozmaicić dietę naszych pupili o naturalne przysmaki, nie zawierające sztucznych barwników i wytworzone z produktów lepiej przyswajalnych dla zwierząt.
Możecie być pewni, że pies nawet bardziej ucieszy się z naturalnych, suszonych pasków wołowiny niż z zielonego herbatnika, a kot zamruczy wdzięczniej za kawałek piersi indyczej niż za ,,czekoladową’’ myszkę.
Myślmy o naszych zwierzętach, chciejmy się dla nich uczyć o tym, co dla nich dobre i kochajmy je jeszcze bardziej wiedząc, że są szczęśliwe zdrowo jedząc.
wtorek, 25 września 2012
Nowa akcja naszej strony!
poniedziałek, 24 września 2012
Małe ciałko, wielka dusza.
Chomiki należą obecnie do najczęściej trzymanych w domach zwierzątek. Są one zazwyczaj pierwszym wyborem rodziców chcących zapewnić swoim dzieciom ,,towarzystwo’’ oraz podstawę do nauki wypełniania obowiązków. Powodem tego jest niewielki rozmiar zwierzątka, jak i przekonanie o małych wymaganiach jego utrzymania. Niestety dzieci szybko nudzą się zwierzątkiem lub nie potrafią odpowiednio się z nim obchodzić, a to prowadzi do kłopotów. Jak ich uniknąć?
Przede wszystkim należałoby przed zakupem upewnić się, czy wiemy dostatecznie dużo o potrzebach tego futrzaczka.
Najczęstszym błędem jest przekonanie, że tak małe zwierzątko nie potrzebuje dużej przestrzeni życiowej. Chcąc zaoszczędzić na wydatkach oraz na miejscu w domu kupowane są zbyt małe klatki lub niewielkie plastikowe pojemniki transportowe, które służą później chomikowi za jedyne mieszkanie. Niestety chomik, jak każde inne zwierzę potrzebuje miejsca. Może nie tyle, co królik, jednak wypadałoby żeby zmieścił się do klatki domek (chomiki na wolności żyją w norkach, więc instynktownie czują potrzebę schowania się przed niebezpieczeństwami) oraz kołowrotek, który zapewni mu odpowiednią dawkę ruchu. Luksusem byłaby klatka z tunelami, w której chomik czułby się jak w naturalnym środowisku.
Należy pamiętać, że w sprzedaży dostępne są różne gatunki chomików, które mogą osiągać skrajnie różne rozmiary. Wypadałoby przed wyborem dowiedzieć się, jaką wielkość osiągnie dany chomik, i na jakiej podstawie dobrać mu jego przyszłe mieszkanko (zapobiegnie to umieszczaniu chomików roborowskiego w tradycyjnych klatkach z prętami, z których te maluchy z łatwością się wydostaną, narażając się na niebezpieczeństwo, lub chomika syryjskiego w malutkim pojemniczku, z którego w ciągu kilku miesięcy wyrośnie).
Kolejną kwestią jest dobór charakteru zwierzaka. Wiadomo, że dzieci nie są w stanie zrozumieć, że chomik to nie zabawka, często też nie potrafią obchodzić się z nimi z należytą ostrożnością. Często też nie mogą pojąć, że chomik to raczej nocne stworzonko i przesypia większość dnia nie uchodząc za atrakcję. Zwierzę nie jest głupie, szybko może się nauczyć reagowania agresją czy gryzienia, jeśli pierwsze kontakty z właścicielem nie przebiegną pomyślnie. Warto przemyśleć decyzję o kupnie zwierzątka pod kątem tego, czy nasze dziecko poradzi sobie z opieką nad nim i czy jest już dość duże, by nie zrobić mu krzywdy ( przy małych dzieciach, każdy kontakt z chomiczkiem powinien odbywać się pod okiem dorosłej osoby!).
Ważne by odpowiednio dobrać dietę dla nowego pupila. Chomiki miniaturowe powinny dostawać mieszankę specjalnie dla nich przygotowaną, nie tylko pod względem rozmiaru smakołyków, ale również odpowiednio zbilansowaną do ich zapotrzebowań. Należy również pamiętać o stale rosnących u gryzoni siekaczach. Musimy zapewnić im twarde smakołyki jak kolby, lub kawałki drzew owocowych do ich ścierania. Urozmaicenie diety warzywami i owocami powinno przebiegać po uprzednim sprawdzeniu, czy zwierzątko może dany produkt bez obaw spożywać.
Rozmiar kołowrotka także powinien odpowiadać wymaganiom zwierzątka. Zbyt mała średnica kółka może spowodować uszkodzenia i zwyrodnienia kręgosłupa u chomika, który będzie w nim biegał nienaturalnie wygięty. Ważne są również rozstaw pręcików jak i ogólna budowa zabawki. Zbyt duże odstępy i nachodzące na siebie podczas obrotu części mogą spowodować utknięcie kończyn chomika, skręcenie ich lub złamanie. Najlepszym rozwiązaniem będą kołowrotki w pełni plasitkowe, zabudowane i mocowane tylko poza klatką. Powinno się unikać zamykanych kul, w których puszcza się zwierzątko po podłodze, gdyż narażają one zwierzątka na niepotrzebny stres, spadnięcie ze schodów, lub obtłukiwanie się o inne przedmioty.
Co więcej, należy pamiętać, że większość chomików to zwierzęta typowo naziemne. Naturalnie nigdy się nie wspinają i nie potrafią realnie ocenić odległości, więc nie mają obaw przed skoczeniem z wysokości metra czy więcej. Upadek na podłogę może się zakończyć urazem lub nawet śmiercią. Nie powinniśmy pozostawiać ich bez opieki na łóżku czy biurku.
Powinniśmy również wiedzieć, że są to zwierzęta niezwykle terytorialne i trzymanie więcej niż jednej sztuki w jednym pomieszczeniu może prowadzić do walki, w której zwierzątka mogą nawet zginąć. Trzymanie parki też nie należy do najlepszych pomysłów, gdyż szybko dorobimy się małych, a w takim przypadku naszym obowiązkiem, jako odpowiedzialnych opiekunów, będzie znalezienie maluchom domków, co może wcale nie być łatwe. Przez cały czas w Internecie pojawiają się ogłoszenia o adopcjach tych zwierzątek, i wciąż brakuje chętnych.
Jak widać przed sprowadzeniem do domu nowego lokatora, nie ważne czy to pies, świnka, czy ktoś tak malutki jak chomik, jest wiele kwestii do przemyślenia. Jednak, jeśli mamy warunki i trochę miłości w sercu, przy odrobinie cierpliwości chomik będzie wspaniałym kompanem.
Pomagamy w adopcjach chomików! Chętnych prosimy o kontakt :)
Przede wszystkim należałoby przed zakupem upewnić się, czy wiemy dostatecznie dużo o potrzebach tego futrzaczka.
Najczęstszym błędem jest przekonanie, że tak małe zwierzątko nie potrzebuje dużej przestrzeni życiowej. Chcąc zaoszczędzić na wydatkach oraz na miejscu w domu kupowane są zbyt małe klatki lub niewielkie plastikowe pojemniki transportowe, które służą później chomikowi za jedyne mieszkanie. Niestety chomik, jak każde inne zwierzę potrzebuje miejsca. Może nie tyle, co królik, jednak wypadałoby żeby zmieścił się do klatki domek (chomiki na wolności żyją w norkach, więc instynktownie czują potrzebę schowania się przed niebezpieczeństwami) oraz kołowrotek, który zapewni mu odpowiednią dawkę ruchu. Luksusem byłaby klatka z tunelami, w której chomik czułby się jak w naturalnym środowisku.
Należy pamiętać, że w sprzedaży dostępne są różne gatunki chomików, które mogą osiągać skrajnie różne rozmiary. Wypadałoby przed wyborem dowiedzieć się, jaką wielkość osiągnie dany chomik, i na jakiej podstawie dobrać mu jego przyszłe mieszkanko (zapobiegnie to umieszczaniu chomików roborowskiego w tradycyjnych klatkach z prętami, z których te maluchy z łatwością się wydostaną, narażając się na niebezpieczeństwo, lub chomika syryjskiego w malutkim pojemniczku, z którego w ciągu kilku miesięcy wyrośnie).
Kolejną kwestią jest dobór charakteru zwierzaka. Wiadomo, że dzieci nie są w stanie zrozumieć, że chomik to nie zabawka, często też nie potrafią obchodzić się z nimi z należytą ostrożnością. Często też nie mogą pojąć, że chomik to raczej nocne stworzonko i przesypia większość dnia nie uchodząc za atrakcję. Zwierzę nie jest głupie, szybko może się nauczyć reagowania agresją czy gryzienia, jeśli pierwsze kontakty z właścicielem nie przebiegną pomyślnie. Warto przemyśleć decyzję o kupnie zwierzątka pod kątem tego, czy nasze dziecko poradzi sobie z opieką nad nim i czy jest już dość duże, by nie zrobić mu krzywdy ( przy małych dzieciach, każdy kontakt z chomiczkiem powinien odbywać się pod okiem dorosłej osoby!).
Ważne by odpowiednio dobrać dietę dla nowego pupila. Chomiki miniaturowe powinny dostawać mieszankę specjalnie dla nich przygotowaną, nie tylko pod względem rozmiaru smakołyków, ale również odpowiednio zbilansowaną do ich zapotrzebowań. Należy również pamiętać o stale rosnących u gryzoni siekaczach. Musimy zapewnić im twarde smakołyki jak kolby, lub kawałki drzew owocowych do ich ścierania. Urozmaicenie diety warzywami i owocami powinno przebiegać po uprzednim sprawdzeniu, czy zwierzątko może dany produkt bez obaw spożywać.
Rozmiar kołowrotka także powinien odpowiadać wymaganiom zwierzątka. Zbyt mała średnica kółka może spowodować uszkodzenia i zwyrodnienia kręgosłupa u chomika, który będzie w nim biegał nienaturalnie wygięty. Ważne są również rozstaw pręcików jak i ogólna budowa zabawki. Zbyt duże odstępy i nachodzące na siebie podczas obrotu części mogą spowodować utknięcie kończyn chomika, skręcenie ich lub złamanie. Najlepszym rozwiązaniem będą kołowrotki w pełni plasitkowe, zabudowane i mocowane tylko poza klatką. Powinno się unikać zamykanych kul, w których puszcza się zwierzątko po podłodze, gdyż narażają one zwierzątka na niepotrzebny stres, spadnięcie ze schodów, lub obtłukiwanie się o inne przedmioty.
Co więcej, należy pamiętać, że większość chomików to zwierzęta typowo naziemne. Naturalnie nigdy się nie wspinają i nie potrafią realnie ocenić odległości, więc nie mają obaw przed skoczeniem z wysokości metra czy więcej. Upadek na podłogę może się zakończyć urazem lub nawet śmiercią. Nie powinniśmy pozostawiać ich bez opieki na łóżku czy biurku.
Powinniśmy również wiedzieć, że są to zwierzęta niezwykle terytorialne i trzymanie więcej niż jednej sztuki w jednym pomieszczeniu może prowadzić do walki, w której zwierzątka mogą nawet zginąć. Trzymanie parki też nie należy do najlepszych pomysłów, gdyż szybko dorobimy się małych, a w takim przypadku naszym obowiązkiem, jako odpowiedzialnych opiekunów, będzie znalezienie maluchom domków, co może wcale nie być łatwe. Przez cały czas w Internecie pojawiają się ogłoszenia o adopcjach tych zwierzątek, i wciąż brakuje chętnych.
Jak widać przed sprowadzeniem do domu nowego lokatora, nie ważne czy to pies, świnka, czy ktoś tak malutki jak chomik, jest wiele kwestii do przemyślenia. Jednak, jeśli mamy warunki i trochę miłości w sercu, przy odrobinie cierpliwości chomik będzie wspaniałym kompanem.
Pomagamy w adopcjach chomików! Chętnych prosimy o kontakt :)
piątek, 21 września 2012
Nie taki straszny szczur jak go malują ;)
Szczur to rodzaj gryzonia z rodziny myszowatych obejmujący ok. 50 odmian. Obecnie jeden z najpopularniejszych gryzoni żyjących na wolności. Miewają różne rozmiary, od mniejszych hodowlanych do żyjących dziko mogących osiągnąć wagę nawet do 900g! Są też niesamowicie płodne. Choć długość ich życia rzadko przekracza dwa lata, mogą mieć setki potomstwa!
Niestety zwierzęta te nie cieszą się popularnością, a nawet wzbudzają obrzydzenie czy lęk. Wszystko za sprawą przekonania, że szczury roznoszą choroby, co jest może i prawdą w przypadku tych wolno żyjących. Są również uważane za szkodniki, gdyż ze względu na swoją wszystkożerność zdarza im się zatopić ząbki w naszych zapasach.
Na szczęście są ludzie, którzy pokochali te zwierzęta za ich inteligencję, spryt i społeczne zachowania. Zaczęto hodować je w domach, nadawać im imiona i coraz to osobliwszy wygląd poprzez selektywny rozród.
Szczur hodowlany pochodzi od szczurów brązowych. Jest on mniejszy oraz różni się budową od pospolitych, znanych nam z podwórek, szczurów dziko żyjących. Dzięki ukierunkowanej hodowli udało się uzyskać najrozmaitsze odmiany barwne od najczęściej spotykanych, czarno białych hooded (czarna łatka tworzy coś na wzór kapturka na głowie i łopatkach szczurka) poprzez agouti, do husky (niemal idealne odwzorowanie umaszczenia psów rasy Husky), nie wspominając o odmianach bezwłosych lub o sierści kręconej niczym baranek. Doskonale znane są nam też szczury laboratoryjne, albinosy z różowymi oczami, które również trafiają do sprzedaży. Kolejną interesującą cechą szczurków domowych są uszka dumbo, które w przeciwieństwie do naturalnie skierowanych do tyłu, sterczą zabawnie na boki, tworząc z pupila uroczego uszatka.
Rozmaitość odmian można obecnie podziwiać na licznych wystawach, gdzie hobbyści i profesjonalni hodowcy chwalą się swoimi osiągnięciami i gdzie można się wiele dowiedzieć o potrzebach i charakterystyce tych zwierzątek.
W tym celu rozmawiamy z Anną Zajączkowską – młodym hodowcą i członkiem czeskiego, oraz słowackiego związku hodowców szczurów.
Yumi: Kiedy zaczęła się twoja miłość do ogonków?
Anna Zajączkowska: Moja przygoda ze szczurami zaczęła się dzięki rodzicom. Jako mała dziewczynka zapragnęłam posiadać myszki, dlatego moi rodzice odwiedzili sklep zoologiczny. Sprzedawca odwiódł ich jednak od tego pomysłu i polecił kupić szczura. W naszym domu najpierw pojawiła się szczurzyca Gryzelda, która miała w zwyczaju niszczyć większość moich ubrań żeby zbudować gniazdo, potem pojawił się Łatek, anielski samczyk, który uwielbiał się miziać. Do szczurów wróciłam kilka lat później, po ukończeniu gimnazjum i dostaniu się do liceum. Przyniosłam do domu Sake – samiczkę, która miała być mężczyzną. Pasja wróciła na nowo, a ja zaczęłam szukać w Internecie innych pasjonatów tych interesujących stworzeń. Trafiłam na forum Alloszczur, gdzie dowiedziałam się, że szczury to zwierzęta stadne i natychmiast postanowiłam zaadoptować Sake jakieś koleżanki. Z czasem stado się rozrosło, w domu pojawiła się druga płeć i tak żyjemy do dziś
Y: A dlaczego zdecydowałaś się na hodowlę?
A.Z. :Hodowlą szczurów zainteresowałam się już wtedy, kiedy szukałam dla Sake nowych przyjaciółek. Udało mi się zakupić cztery samiczki z polskich hodowli, o cudownych charakterach i wyglądzie, i myślę, że to zainspirowało mnie jeszcze bardziej do zaznajomienia się ze szczurzą genetyką. Zaczęłam szukać, szperać, dowiadywać się. Stało się to moją małą obsesją i pasją zarazem. Niedługo potem nawiązałam współpracę z kilkoma czeskimi i słowackimi hodowlami, zaczęłam przywozić od nich maluszki, uczyć się i odwiedzać wystawy. Myślę, że samą hodowlą zaczęłam się interesować głównie przez moje zamiłowanie do genetyki, ale także dzięki różnorodności szczurzych odmian, gdzie każdy człowiek jest w stanie znaleźć szczura, który będzie ucieleśnieniem jego marzeń. A dodając do tego niesamowitą inteligencję i wspaniałą socjalizację, o którą dba hodowca sprawi, że dane zwierze stanie się wyjątkowym przyjacielem na całe swoje życie. 09.04.11 oficjalnie powstała hodowla Rotta Taivas, którą zarejestrowałam w czeskim i słowackim związku – przez jakiś czas byłam członkiem Stowarzyszenia Hodowców Szczurów Rasowych w Polsce, ale doszłam do wniosku, że to nie związek dla mnie i postanowiłam się z nimi rozstać. Pierwsze mioty pojawiły się w listopadzie 2011 r. po importowanych szczurach. Obecnie staram się wyprowadzić zdrowe i długowieczne linie, które zarazem będą ciekawe odmianowo dla nowych właścicieli. Jesteśmy póki co hodowlą młodą, w której nie urodziło się jeszcze wiele miotów, ale powoli dążymy do wcześniej wytyczonych celów.
Y: Jakie są podstawowe potrzeby szczurków? O czym powinien wiedzieć początkujący właściciel?
A.Z. : Szczury to przede wszystkim zwierzęta stadne. Muszą być trzymane w minimalnie dwu osobniczych stadach. Człowiek nie jest w stanie zastąpić szczurowi drugiego szczura, ponieważ nie porozmawia z nim w ultradźwiękach, nie wyiska, nie będzie się z nim bawić w nocy, kiedy przypada największa aktywność szczurów. Posiadanie dwóch szczurów to znaczne ułatwienie dla właściciela – nie musi non stop zabawiać szczura, ponieważ one same potrafią się zająć sobą, a z drugiej strony jest to też większa radość, gdy można obserwować ich zachowania względem siebie. Klatka, w której spokojnie mogą mieszkać dwa szczury powinna mieć wymiary 60x70x40 cm. Trzeba pamiętać, że głębokość klatki musi mieć 40cm, ponieważ zapewnia to szczurowi możliwość swobodnego obrotu w klatce. Przy wyborze podściółki do klatki radziłabym zrezygnować ze sklepowych trocin, które czasami mogą zainfekowane jakimiś zewnętrznymi pasożytami typu świerzb, etc. Lepiej zapłacić trochę więcej i kupić porządniejszą ściółkę, dzięki której nie sprowadzimy do domu dodatkowych „zwierzątek”. Wystrój klatki zależy tylko i wyłącznie od inwencji właściciela. Można w niej zawiesić hamaki, powstawiać domki, półki – tarasy, koszyczki, cedzaki, wszystko, co podoba się właścicielowi i okaże się idealnym miejscem do spania. Do klatki należy również dokupić poidło, ponieważ nalewanie szczurom wody do miseczek jest kiepskim pomysłem. Często szczury zaraz po wstawieniu przewracają taką miskę wylewając zawartość lub brudzą wodę sprawiając, że jest ona niezdatna do picia. Szczury to z reguły zwierzęta wszystkożerne – zjedzą wszystko, co im się poda, ale to wcale nie oznacza, że wszystko jest dla nich zdrowe. Nie należy im podawać resztek z obiadu ze względu na przyprawy, którymi poprawiamy smak naszych potraw. Najlepiej będzie podawać im zbilansowaną karmę specjalnie przygotowaną dla nich. W sklepach jest do wyboru ich od groma, ja szczególnie polecam Versele Lagę, Baephar, Timmę Rattimę lub karmę laboratoryjną. Oczywiście szczurom można podawać też różnego rodzaju warzywa i owoce, surowe lub gotowane, mięso, „gerbery” – nie przyprawione zmiksowane obiadki czy suszony chleb, który pomoże im ścierać siekacze.
Y: Szczury jako zwierzęta stadne mają bardzo rozbudowane zachowania społeczne. Mogłabyś powiedzieć nam o nich coś więcej?
A.Z.: Tematem rzeką w przypadku szczurów jest ich łączenie. Każde stado jest wyjątkowe, posiada specyficzne relacje między sobą, ustaloną hierarchię, więc każde dołączanie nowego towarzysza powinno być przemyślane i poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami. Nie chcę tu zbytnio streszczać całego procesu, ponieważ może się on składać z wielu etapów lub nie (w zależności od stada), a jedyne, co chciałabym dodać to, to, że nie należy się szybko poddawać. Szczury czasem naskakują na siebie, dominują, podskubują, ale to jeszcze nie oznacza, że są do siebie wrogo nastawione. Wielu nowicjuszom robi się żal maluszka, kiedy starsze szczury gonią go, przewracają na plecy, dziabią czy sprawiają, że piszczy. Jednak póki nie leje się krew nie należy szczurów rozdzielać. Kiedy dołącza się nowego szczura do stada szczury muszą ustalić hierarchię na nowo, uwzględniając w niej nowego towarzysza. A na to, trzeba dać im czas. Kłopotem przy łączeniu samców może być burza hormonalna, która trwa od 6 do 12 miesiąca i sprawia, że niektóre samce mogą być bardziej nerwowe czy dominujące. Jeśli taki szczur sprawia problemy, wyżywa się na innych szczurach, czy gryzie właściciela to najlepiej jest go wykastrować. Wiele wykastrowanych samców wycisza się, stają się bardziej skłonne do pieszczot i uspokajają się, a problemy z nimi związane znikają.
Y: A jeśli chodzi o zdrowie naszych ogoniastych przyjaciół? Co robić w przypadku choroby?
A.Z.:Szczury potrzebują specyficznej opieki lekarskiej. Weterynarz zajmujący się nimi musi mieć obycie i doświadczenie w chorobach, które je dotykają – od inwazji pasożytniczej do operacji różnorakich guzów. Szczury są zwierzętami, które często nie pokazują po sobie objawów choroby, ukrywają je, więc właściciel zawsze musi być czujny i przyglądać się swoim pupilom. Sygnałem alarmowym może być „krwista” otoczka wokół oczu lub nosa – jest to porfiryna, która wydziela się w sytuacjach stresowych, chorobowych lub przy obniżeniu odporności. Ostrzeżeniem może być również kichanie, prychanie, chrumczenie, które mogą być objawem choroby górnych dróg oddechowych. Trzeba nadmienić, że wszelkie choroby u szczurów rozwijają się w tempie błyskawicznym, dlatego by im zapobiec lub je wyleczyć trzeba posiadać weterynarza specjalizującego się w leczeniu gryzoni. Jest ich mało, czasem są trudno dostępni, ale jest to bardzo istotne.
Y: Wiadomo, że każdy szczur jest inny. Wybranie tego jedynego musi być przemyślane. Jeśli mogłabyś doradzić czytelnikom, czym się kierować przy wyborze ogonka?
A.Z.: Chciałabym jeszcze powiedzieć, że NIE polecam kupować szczurów w sklepach zoologicznych czy pseudohodowlach (czyli takich, które nie są nigdzie zarejestrowane). Niejednokrotnie zdarzało się, że ludzie kupowali tam szczury chore, które wymagały natychmiastowej opieki weterynaryjnej (a to dodatkowe koszta), zaciążone samiczki, które mogą urodzić od 1 do aż 20 maluszków! (rekordem polskiej rodowodowej samicy jest urodzenie 21 osesków), czy też nie tej płci, która powinna być. Na forum pojawia się wiele historii, kiedy właściciele samiczki postawiają dokupić jej koleżankę w sklepie, co w efekcie kończy się kupieniem samca i niechcianą ciążą samiczki, która już wcześniej była w domu. Należy pamiętać, że szczury to wyjątkowo płodne zwierzęta, które dojrzałość płciową osiągają już w wieku 4 tygodni. Można też trafić na totalnego dzikusa, który nie będzie chciał się dać absolutnie dotknąć, a na wszystko będzie reagował piskiem, kwikiem czy gryzieniem. Naprawdę lepiej zapłacić więcej i kupić szczura z hodowli, który będzie piękny, dobrze odchowany, zdrowy i świetnie zsocjalizowany. W Polsce jest raptem kilka hodowli, większość zarejestrowanych w SHSRP. Z każdą można się skontaktować, zapytać o wszystkie interesujące nas sprawy i zapisać się na miot, w którym urodzi się nasz wymarzony szczur. Czasem można też spotkać hodowców na wystawie, porozmawiać z nimi twarzą w twarz czy też poznać ich szczury – przyszłą matką lub ojca miotu, którymi bylibyśmy zainteresowani. Hodowcy to naprawdę zwyczajni ludzie, nie należy się ich bać.
Serdecznie dziękujemy za wypowiedź i mamy nadzieję, że pomoże to spojrzeć czytelnikom na te zwierzęta łaskawszym wzrokiem. Dodam jeszcze tylko, że w razie pytań śmiało można pisać do nas przez formularz kontaktowy. Doradzimy, pomożemy znaleźć hodowlę lub też wiedzę niezbędną do dbania o naszych małych przyjaciół.
Niestety zwierzęta te nie cieszą się popularnością, a nawet wzbudzają obrzydzenie czy lęk. Wszystko za sprawą przekonania, że szczury roznoszą choroby, co jest może i prawdą w przypadku tych wolno żyjących. Są również uważane za szkodniki, gdyż ze względu na swoją wszystkożerność zdarza im się zatopić ząbki w naszych zapasach.
Na szczęście są ludzie, którzy pokochali te zwierzęta za ich inteligencję, spryt i społeczne zachowania. Zaczęto hodować je w domach, nadawać im imiona i coraz to osobliwszy wygląd poprzez selektywny rozród.
Szczur hodowlany pochodzi od szczurów brązowych. Jest on mniejszy oraz różni się budową od pospolitych, znanych nam z podwórek, szczurów dziko żyjących. Dzięki ukierunkowanej hodowli udało się uzyskać najrozmaitsze odmiany barwne od najczęściej spotykanych, czarno białych hooded (czarna łatka tworzy coś na wzór kapturka na głowie i łopatkach szczurka) poprzez agouti, do husky (niemal idealne odwzorowanie umaszczenia psów rasy Husky), nie wspominając o odmianach bezwłosych lub o sierści kręconej niczym baranek. Doskonale znane są nam też szczury laboratoryjne, albinosy z różowymi oczami, które również trafiają do sprzedaży. Kolejną interesującą cechą szczurków domowych są uszka dumbo, które w przeciwieństwie do naturalnie skierowanych do tyłu, sterczą zabawnie na boki, tworząc z pupila uroczego uszatka.
Rozmaitość odmian można obecnie podziwiać na licznych wystawach, gdzie hobbyści i profesjonalni hodowcy chwalą się swoimi osiągnięciami i gdzie można się wiele dowiedzieć o potrzebach i charakterystyce tych zwierzątek.
W tym celu rozmawiamy z Anną Zajączkowską – młodym hodowcą i członkiem czeskiego, oraz słowackiego związku hodowców szczurów.
Yumi: Kiedy zaczęła się twoja miłość do ogonków?
Anna Zajączkowska: Moja przygoda ze szczurami zaczęła się dzięki rodzicom. Jako mała dziewczynka zapragnęłam posiadać myszki, dlatego moi rodzice odwiedzili sklep zoologiczny. Sprzedawca odwiódł ich jednak od tego pomysłu i polecił kupić szczura. W naszym domu najpierw pojawiła się szczurzyca Gryzelda, która miała w zwyczaju niszczyć większość moich ubrań żeby zbudować gniazdo, potem pojawił się Łatek, anielski samczyk, który uwielbiał się miziać. Do szczurów wróciłam kilka lat później, po ukończeniu gimnazjum i dostaniu się do liceum. Przyniosłam do domu Sake – samiczkę, która miała być mężczyzną. Pasja wróciła na nowo, a ja zaczęłam szukać w Internecie innych pasjonatów tych interesujących stworzeń. Trafiłam na forum Alloszczur, gdzie dowiedziałam się, że szczury to zwierzęta stadne i natychmiast postanowiłam zaadoptować Sake jakieś koleżanki. Z czasem stado się rozrosło, w domu pojawiła się druga płeć i tak żyjemy do dziś
Y: A dlaczego zdecydowałaś się na hodowlę?
A.Z. :Hodowlą szczurów zainteresowałam się już wtedy, kiedy szukałam dla Sake nowych przyjaciółek. Udało mi się zakupić cztery samiczki z polskich hodowli, o cudownych charakterach i wyglądzie, i myślę, że to zainspirowało mnie jeszcze bardziej do zaznajomienia się ze szczurzą genetyką. Zaczęłam szukać, szperać, dowiadywać się. Stało się to moją małą obsesją i pasją zarazem. Niedługo potem nawiązałam współpracę z kilkoma czeskimi i słowackimi hodowlami, zaczęłam przywozić od nich maluszki, uczyć się i odwiedzać wystawy. Myślę, że samą hodowlą zaczęłam się interesować głównie przez moje zamiłowanie do genetyki, ale także dzięki różnorodności szczurzych odmian, gdzie każdy człowiek jest w stanie znaleźć szczura, który będzie ucieleśnieniem jego marzeń. A dodając do tego niesamowitą inteligencję i wspaniałą socjalizację, o którą dba hodowca sprawi, że dane zwierze stanie się wyjątkowym przyjacielem na całe swoje życie. 09.04.11 oficjalnie powstała hodowla Rotta Taivas, którą zarejestrowałam w czeskim i słowackim związku – przez jakiś czas byłam członkiem Stowarzyszenia Hodowców Szczurów Rasowych w Polsce, ale doszłam do wniosku, że to nie związek dla mnie i postanowiłam się z nimi rozstać. Pierwsze mioty pojawiły się w listopadzie 2011 r. po importowanych szczurach. Obecnie staram się wyprowadzić zdrowe i długowieczne linie, które zarazem będą ciekawe odmianowo dla nowych właścicieli. Jesteśmy póki co hodowlą młodą, w której nie urodziło się jeszcze wiele miotów, ale powoli dążymy do wcześniej wytyczonych celów.
Y: Jakie są podstawowe potrzeby szczurków? O czym powinien wiedzieć początkujący właściciel?
A.Z. : Szczury to przede wszystkim zwierzęta stadne. Muszą być trzymane w minimalnie dwu osobniczych stadach. Człowiek nie jest w stanie zastąpić szczurowi drugiego szczura, ponieważ nie porozmawia z nim w ultradźwiękach, nie wyiska, nie będzie się z nim bawić w nocy, kiedy przypada największa aktywność szczurów. Posiadanie dwóch szczurów to znaczne ułatwienie dla właściciela – nie musi non stop zabawiać szczura, ponieważ one same potrafią się zająć sobą, a z drugiej strony jest to też większa radość, gdy można obserwować ich zachowania względem siebie. Klatka, w której spokojnie mogą mieszkać dwa szczury powinna mieć wymiary 60x70x40 cm. Trzeba pamiętać, że głębokość klatki musi mieć 40cm, ponieważ zapewnia to szczurowi możliwość swobodnego obrotu w klatce. Przy wyborze podściółki do klatki radziłabym zrezygnować ze sklepowych trocin, które czasami mogą zainfekowane jakimiś zewnętrznymi pasożytami typu świerzb, etc. Lepiej zapłacić trochę więcej i kupić porządniejszą ściółkę, dzięki której nie sprowadzimy do domu dodatkowych „zwierzątek”. Wystrój klatki zależy tylko i wyłącznie od inwencji właściciela. Można w niej zawiesić hamaki, powstawiać domki, półki – tarasy, koszyczki, cedzaki, wszystko, co podoba się właścicielowi i okaże się idealnym miejscem do spania. Do klatki należy również dokupić poidło, ponieważ nalewanie szczurom wody do miseczek jest kiepskim pomysłem. Często szczury zaraz po wstawieniu przewracają taką miskę wylewając zawartość lub brudzą wodę sprawiając, że jest ona niezdatna do picia. Szczury to z reguły zwierzęta wszystkożerne – zjedzą wszystko, co im się poda, ale to wcale nie oznacza, że wszystko jest dla nich zdrowe. Nie należy im podawać resztek z obiadu ze względu na przyprawy, którymi poprawiamy smak naszych potraw. Najlepiej będzie podawać im zbilansowaną karmę specjalnie przygotowaną dla nich. W sklepach jest do wyboru ich od groma, ja szczególnie polecam Versele Lagę, Baephar, Timmę Rattimę lub karmę laboratoryjną. Oczywiście szczurom można podawać też różnego rodzaju warzywa i owoce, surowe lub gotowane, mięso, „gerbery” – nie przyprawione zmiksowane obiadki czy suszony chleb, który pomoże im ścierać siekacze.
Y: Szczury jako zwierzęta stadne mają bardzo rozbudowane zachowania społeczne. Mogłabyś powiedzieć nam o nich coś więcej?
A.Z.: Tematem rzeką w przypadku szczurów jest ich łączenie. Każde stado jest wyjątkowe, posiada specyficzne relacje między sobą, ustaloną hierarchię, więc każde dołączanie nowego towarzysza powinno być przemyślane i poprzedzone odpowiednimi przygotowaniami. Nie chcę tu zbytnio streszczać całego procesu, ponieważ może się on składać z wielu etapów lub nie (w zależności od stada), a jedyne, co chciałabym dodać to, to, że nie należy się szybko poddawać. Szczury czasem naskakują na siebie, dominują, podskubują, ale to jeszcze nie oznacza, że są do siebie wrogo nastawione. Wielu nowicjuszom robi się żal maluszka, kiedy starsze szczury gonią go, przewracają na plecy, dziabią czy sprawiają, że piszczy. Jednak póki nie leje się krew nie należy szczurów rozdzielać. Kiedy dołącza się nowego szczura do stada szczury muszą ustalić hierarchię na nowo, uwzględniając w niej nowego towarzysza. A na to, trzeba dać im czas. Kłopotem przy łączeniu samców może być burza hormonalna, która trwa od 6 do 12 miesiąca i sprawia, że niektóre samce mogą być bardziej nerwowe czy dominujące. Jeśli taki szczur sprawia problemy, wyżywa się na innych szczurach, czy gryzie właściciela to najlepiej jest go wykastrować. Wiele wykastrowanych samców wycisza się, stają się bardziej skłonne do pieszczot i uspokajają się, a problemy z nimi związane znikają.
Y: A jeśli chodzi o zdrowie naszych ogoniastych przyjaciół? Co robić w przypadku choroby?
A.Z.:Szczury potrzebują specyficznej opieki lekarskiej. Weterynarz zajmujący się nimi musi mieć obycie i doświadczenie w chorobach, które je dotykają – od inwazji pasożytniczej do operacji różnorakich guzów. Szczury są zwierzętami, które często nie pokazują po sobie objawów choroby, ukrywają je, więc właściciel zawsze musi być czujny i przyglądać się swoim pupilom. Sygnałem alarmowym może być „krwista” otoczka wokół oczu lub nosa – jest to porfiryna, która wydziela się w sytuacjach stresowych, chorobowych lub przy obniżeniu odporności. Ostrzeżeniem może być również kichanie, prychanie, chrumczenie, które mogą być objawem choroby górnych dróg oddechowych. Trzeba nadmienić, że wszelkie choroby u szczurów rozwijają się w tempie błyskawicznym, dlatego by im zapobiec lub je wyleczyć trzeba posiadać weterynarza specjalizującego się w leczeniu gryzoni. Jest ich mało, czasem są trudno dostępni, ale jest to bardzo istotne.
Y: Wiadomo, że każdy szczur jest inny. Wybranie tego jedynego musi być przemyślane. Jeśli mogłabyś doradzić czytelnikom, czym się kierować przy wyborze ogonka?
A.Z.: Chciałabym jeszcze powiedzieć, że NIE polecam kupować szczurów w sklepach zoologicznych czy pseudohodowlach (czyli takich, które nie są nigdzie zarejestrowane). Niejednokrotnie zdarzało się, że ludzie kupowali tam szczury chore, które wymagały natychmiastowej opieki weterynaryjnej (a to dodatkowe koszta), zaciążone samiczki, które mogą urodzić od 1 do aż 20 maluszków! (rekordem polskiej rodowodowej samicy jest urodzenie 21 osesków), czy też nie tej płci, która powinna być. Na forum pojawia się wiele historii, kiedy właściciele samiczki postawiają dokupić jej koleżankę w sklepie, co w efekcie kończy się kupieniem samca i niechcianą ciążą samiczki, która już wcześniej była w domu. Należy pamiętać, że szczury to wyjątkowo płodne zwierzęta, które dojrzałość płciową osiągają już w wieku 4 tygodni. Można też trafić na totalnego dzikusa, który nie będzie chciał się dać absolutnie dotknąć, a na wszystko będzie reagował piskiem, kwikiem czy gryzieniem. Naprawdę lepiej zapłacić więcej i kupić szczura z hodowli, który będzie piękny, dobrze odchowany, zdrowy i świetnie zsocjalizowany. W Polsce jest raptem kilka hodowli, większość zarejestrowanych w SHSRP. Z każdą można się skontaktować, zapytać o wszystkie interesujące nas sprawy i zapisać się na miot, w którym urodzi się nasz wymarzony szczur. Czasem można też spotkać hodowców na wystawie, porozmawiać z nimi twarzą w twarz czy też poznać ich szczury – przyszłą matką lub ojca miotu, którymi bylibyśmy zainteresowani. Hodowcy to naprawdę zwyczajni ludzie, nie należy się ich bać.
Serdecznie dziękujemy za wypowiedź i mamy nadzieję, że pomoże to spojrzeć czytelnikom na te zwierzęta łaskawszym wzrokiem. Dodam jeszcze tylko, że w razie pytań śmiało można pisać do nas przez formularz kontaktowy. Doradzimy, pomożemy znaleźć hodowlę lub też wiedzę niezbędną do dbania o naszych małych przyjaciół.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















